• Wpisów:16
  • Średnio co: 27 dni
  • Ostatni wpis:7 dni temu
  • Licznik odwiedzin:2 955 / 476 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Mój "facet" się nie odzywa. Napisałam "facet", bo to skomplikowane.
W sumie to nawet go nie kocham, poczuję coś czasem po spotkaniu, ale nic wielkiego, poza tym nic nie czuję.
Pisząc to, tak myślę właśnie, że w swoim prawie 20-letnim życiu kochałam tylko jednego mężczyznę. Możliwe, że zraniło mnie to na tyle, że nie potrafię obdarzyć tym samym żadnego innego.



Może ja tak naprawdę wolę kobiety? Sama nie wiem, co wolę. Właściwie to płeć jest dla mnie bez znaczenia. Chcę tylko coś poczuć. Jakieś emocje, adrenalinę, cokolwiek. Ludzie są dla mnie tacy obojętni.

 

 
Jestem w lekkim szoku, że udało mi się przypomnieć sobie login do tego konta.
Przeczytałam stare wpisy.
To zabawne, ale stało się tak, jak chciałam.. Wyprowadziłam się z domu do innego miasta, zaczęłam studia i w dodatku mam spore pieniądze, którymi właściwie mogę spełnić każdą swą zachciankę.
Sęk w tym, że z czasem człowiek przestaje doceniać to, co posiada. Zakupy nie sprawiają mi się przyjemności. Nowe buty, nowe spodnie, ani nowe kosmetyki.
Nawet nie mam z kim się tym wszystkim dzielić, nie mam z kim podróżować. Bo tak samej wylecieć np. do Egiptu..? Niezbyt kuszące, ani rozsądne.
Jednakże początkowe dni po przeprowadzce były cudowne, olśniewające, jakby ktoś kopnął mnie w dupę i krzyknął "Teraz żyj!". I żyłam. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo z biegiem czasu głupoty jakie wtedy popełniłam..wolę o nich nie pamiętać. Wiecie, to tak jak spuścisz psa ze smyczy, który całe swoje życie spędził przypięty do budy na podwórku. Oczywiście wyolbrzymiam to, bo wcześniej miałam sporo luzu.
Na czym to skończyłam..? Ach, tak! Z czasem ten zapał ucichnął.
Teraz 3/4 moich dni to nic nierobienie, leżenie do 13 popołudniu, koczowanie do 4 w nocy, lub dłużej.
Tak się dziś zastanawiam, gdzie mój cel? Gdzie go zgubiłam po drodze? Który to był zakręt, który nie pozwolił wybrać lepszej ścieżki? A może to on był tą najlepszą wśród wszystkich mi danych?
Na dzisiaj wystarczy.
Dobranoc
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ludzie błądzą, upadają przez brak zrozumienia własnych potrzeb, przez strach przed poznaniem siebie.
Bo kto uważa, że tego dokonał?
Że wie, czego tak naprawdę pożąda?
Chwała temu, co dotyka miłości.
 

 
Ściągam po trochu twardy pancerz,
szczerze boję się,
że otrę się o śmierć,
tak ciężko pozwolić wbić słabość,
kiedy inni patrzą.

Szczerze boję się,
że stalowe gmachy zniszczą mnie.

Tak ciężko odnaleźć dziecko.
 

 
Odnajduję już opanowanie psychiczne. Najlepiej pomagają ćwiczenia, dieta i medytacja. Boję się tylko, że w weekend po %, znów zacznę to tracić.

Ile ja bym dała, aby odnaleźć kogoś takiego, jak ja, kto zrozumie, kto będzie miał równie dziwne pytania do świata, jak ja.
Wiecie co mnie aktualnie boli..jedna rzecz, brak pieniędzy, aby ruszyć się stąd. Już chcę studia, wyjechać, zacząć nowy etap. To miasto, ci ludzie, ten brak postępu mnie duszą.

Teraz sobie mocno postanowiłam, że będę mieć ciało modelki, rasowej modelki.
 

 
Tyle pragnę, tak mało robię. To chyba mój odwieczny problem.
Nie wiem, jak nad sobą zapanować, ten niepokój wewnętrzny jest ciągle we mnie. Może wrócę do medytacji..?
Ciężko mi się skupić, obawiam się o swoją przyszłość, a jednocześnie niewiele czynię w jej kierunku.
Coraz częściej mam kompulsy i zwracam, a one nawet nie przynoszą mi przyjemności w czasie jedzenia. Czuję bardziej, jakbym siebie samą karała nimi.

Mnie jest tak ciężko złapać kontrolę psychiczną, że to chuj.. a utracić mogę w ciągu paru godzin.
Ciekawe, czy ktokolwiek rozumie to, co mam na myśli..?

Jezu, chcę już być po maturze, wyjechać i zacząć nowy etap, bo moje miasto, znajomi mnie przytłaczają.
Czuję się staro przy nich.

Btw. byłam ostatnio w Krakowie, to chyba najpiękniejsze miasto, jakie miałam okazję zobaczyć. Przynajmniej w centrum.
Ten klimat, klasa, elegancja. W dodatku ta jesień idealnie komponująca się z architekturą i duszą miasta.
 

 
Tak, to było tylko chwilowe zauroczenie <na całe szczęście>. Serio, to jest jeszcze dziecko..musiałabym dość mocno zniżać się do tego poziomu. Wolę starszych facetów, tak po 30stce. Chociaż czasem lubię poznać takiego młodszego, aby mieć natchnienie do tworzenia. Ludzie mi w tym pomagają, zwłaszcza ci odbiegający nieco od norm społecznych. Poza tym bardzo mnie ciekawią, uwielbiam poznawać nowych, aby później mieć wizje.

Ech, znów wpadam w ten wir myśli, brak wewnętrznego spokoju i harmonii. A wbrew pozorom uwielbiam harmonię, opanowanie, lepiej mi się żyje wtedy.

Ta jesień z jednej strony taka gorzka, nieciekawa, a z drugiej dająca do myślenia, przejawiająca piękno.
 

 
Pomińmy fakt tego, jak dawno mnie tu nie było.
Od ponad tygodnia nie mam apetytu, jestem trochę apetyczna. Jem niewiele, z czego akurat się cieszę.
Hm..jednak dziś nie chce mi się pisać na temat jedzenia.

Boli mnie serce trochę. Chyba się zauroczyłam. Nie miałam do tego dopuścić. Znaczy się.. mogłam, gdyby facet okazał się tego wart itd (sądziłam, że taki jest, ale się pomyliłam). Boję się takiej toksycznej relacji, bo już byłam w podobnej i cierpiałam nie raz, nie dwa..
Właśnie dlatego boję się zakochania, boję się miłości. Dla mnie jest to tak kurewsko niszczące uczucie, że z jednej strony chcę, a z drugiej uciekam.
I gdzie tu logika..? W tych sprawach logika nie istnieje.
Najlepiej będzie zakończyć zmajomość, póki to dopiero początek. Później bywa zdecydowanie gorzej.

Ja się nie dziwię, że ludzie umierają z miłości. Są to z jednej strony cudowne słowa, a z drugiej takie okropne.

Bardzo rzadko ktoś z charakteru przypadnie mi do gustu, ze sposobu bycia. Jednak gdy już tak się stanie, to potrafię oddać się cała.. i to moja fatalność.
 

 
Cholera, nie pozapisywałam bilansów z pięciu dni.. trzy z nich były zawalone, piłam, a jak piję to, potem jem niestety i te granice się rozrywają.
Muszę tu pisać, bo łatwiej mi trzymać dietę dzięki temu.

dzisiejszy:
cappuccino małe 80kcal
troszkę pesto 150kcal
kawa 80kcal
ryż z warzywami 200kcal
ryba 150kcal
= 660kcal
później jeszcze coś zjem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Chyba pustoszeję w środku. Nie czuję nic do nikogo, do żadnego faceta nie potrafię, odpycham. Skupiam się na sobie, własnych celach, nie pozwalam nikomu zniszczyć ich..a może powinnam wprowadzić do życia nieco bałaganu?
Rutyna mnie dopadła, czekam tylko na piątek. W sobotę się upiję, tak dawno tego nie robiłam, że będzie to mym własnym zbawieniem dla duszy, umysłu..

bilans wczorajszy: 1300kcal

dzisiejszy:
2x skibka chl.ciem 64x2=128
obkład 40kcal
cappuccino 150
kawa 60
płatki orkiszowe na mleku 200
1/2 jabłka 40
warzywa i 3 paluszki rybne 200
czekoladki na nieszczęście i szczęście 68x2+106=242
jogurt 150
= 1210kcal
 

 
Niedobrze, niedobrze.. znów tracę kontrolę.
Wczoraj i przedwczoraj napad + zwracanie. Nie miałam przyjemności z jedzenia, nawet nie chciałam jeść, to było z nerwów, aby odreagować, wypuścić emocje..
Dziś 1600kcal, masakra.
Jak nie panuję nad jedzeniem, to nie panuję nad życiem, nie umiem zebrać się do kupy, a moje sumienie wariuje! Czuję się okropnie, chce mi się ryczeć..

Jutro już koniec, pilnuję się.

Ech.. jak ja bardzo chciałabym ważyc 55kg, to aż 9kg więcej niż posiadam przy 176cm.
Nie wiem, nie wiem, za każdym razem co próbuję, nie wychodzi. Jak tego dokonać..głodzić się..?
Nie mam czasu na ćwiczenia, skupiam się na nauce, na przygotowaniach do asp, czasem zastanawiam się, czy znajdę czas, aby się wyspać. Jedząc ok.1200kcal i nie ćwicząc, chudnę bardzo powoli, a nie należę do ludzi, którzy potrafią długo czekać.
 

 
No i cudownie! Egzamin zaliczony pozytywnie. Pomogło mi nastawienie, że przecież ja potrafię jeździć i nie dam się na jakimś banale złapać i pozwolić im naciągnąć mnie na kolejne, niepotrzebnie wydane pieniądze.
Pomimo tego, czuję jakieś wewnętrzne zdenerwowanie, że niewiele dziś zrobiłam..bo właściwie oprócz zdania go, to nic innego nie dokonałam.
Chyba zaczęłam być dla siebie bardziej wymagająca, może bardziej ambitna, haha..
Tak, czy inaczej kolejny cel tegoroczny odhaczony. Kurczę, dużo mi ich zostało, a czasu niewiele. Muszę sobie o nich przypominać, bo inaczej z planów nici, nie wyrobię się w czasie, a wiem, że jeśli się zepnę, to dam radę.
Dobra, nie będę przynudzać. Podrzucę mega klimatyczną piosenkę, jak tylko ją usłyszałam, to wiedziałam, że to jest coś, co lubię. Puszczono ją podczas pokazu Gucci, który wyszedł równie nieziemsko <dosłownie>.
Ich stroje, to już nie są zwykłe ubrania, to tak jakby malować na płótnie, to emocje, doświadczenie życiowe. Poza tym, uwielbiam ich modeli/ki, nie są oni idealnymi pięknościami, za to mają "to coś" w sobie, coś, co nie każdy posiada.
Perfekcja bywa nudna po prostu, warto odłączać się od tłumu.



To tak w szczególności dla mnie, bilans:

2x ciastko francuskie z serem feta 400kcal
cappuccino 150kcal
cappuccino małe 100kcal
kasza kuskus z warzywami 300kcal
jogurt 180kcal
jabłko 80kcal
=1210kcal
 

 
Zacznę wpis dość nietypowo, bo na wstępie powiem, że w większej części jestem leniem. Rozmowa z przyjaciółką skłoniła mnie do napisania nieco na ten temat. Jako, że właśnie jadę pociągiem, nie mam nic do roboty, to zajrzałam tutaj.
Pamiętam czas m.in. wakacji,kiedy to nie miałam czym się zająć, czułam się beznadziejnie, bezużytecznie i depresyjnie. Zastanawiałam się jedynie nad tym, co dalej począć z własnym życiem, jak je zmienić, bo tamtejsze nie satysfakcjonowało mnie.
Odpowiedź jest prosta - znaleźć jakąś pasję, zainteresowanie, zajęcie. Człowiek bez celu w życiu, drogi do niego, może czuć się bezwartościowo, jak wysuszony pień drzewa, który czeka na trochę zbawiennego deszczu. Zapewne niektórzy wiedzą, o czym piszę.
Mnie się udało wyjść z tego własnego dołka, nie było łatwo, trochę to trwało, jednak aktualnie jestem zadowolona z swojego życia.. a wcześniej nawet nie sądziłabym, że kiedyś to powiem. Teraz dla mnie najważniejsze jest, aby codziennie znajdować sobie coś pożytecznego do zrobienia, aby nie był to czas zmarnowany na kanapie przed trudnymi sprawami i paczką chipsów [bo właśnie wtedy czuję się źle z faktem, że tak go spędziłam].

Tak poza tematem to jutro mam egzamin na prawko, denerwuję się, to już moje 3podejście..
Niech tym razem mi się uda, to będę mega szczęśliwa.

bilans wczorajszy 1250kcal (już nie będę pisać, co dokładnie jadłam, bo liczyłam kcal, ale nie pamiętam jedzenia]

dzisiejszy tak się zakończy:
6xskibka chleba ciem. 64x6=386kcal
obkład 150kcal
jogurt 160kcal
cappucino 150kcal
3xciastko 180kcal
jabłko 80kcal
kawa z mlekiem 60kcal

=1164kcal
 

 
Na krótko, na szybko, bo idę spać..

bilans:
2x naleśnik ze szpinakiem 500kcal
2x ciastko 200kcal
cappucino 150kcal
4x skibka chleba 250kcal
obkład 60kcal
jabłko 80kcal
= 1240kcal

M. mój ideał
 

 



Coraz ciężej jest mi się powstrzymywać. Z jednej strony nie chcę już tego robić, wiem, że to niezdrowe itd., a z drugiej to takie moje lekarstwo na wypuszczenie emocji z siebie, to już nie sama kwestia chudnięcia.



1. Dzisiejszy bilans:

3x naleśnik ze szpinakiem: 3x250kcal = 750kcal
2xskibka chleba ciem.: 64x2 = 128kcal
obkład: 70kcal
cappucino: 150kcal
ciastko: 97kcal
= 1195kcal

miałam poćwiczyć, ale mam ostatnio tyle nauki, że postanowiłam postawić na nią jako priorytet.
 

 
Znów tu się pojawiłam, głównie ze względu na chęć zrzucenia słoniny i zaciągnięcia, oraz podrzucenia nieco inspiracji/motywacji.
Ciekawe jak to wszystko tym razem się potoczy.




uwielbiam przeglądać kampanie modowe, te w "starszych" klimatach..lata 70 itd., dobrze będzie mieć je w jednym miejscu.