• Wpisów:29
  • Średnio co: 24 dni
  • Ostatni wpis:4 dni temu
  • Licznik odwiedzin:5 049 / 750 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Byłam w Paryżu. Przepiękne miasto, ta architektura, te galerie sztuki na każdym kroku i klimatyczne, wąskie uliczki. Uwielbiam ten klasyczny styl. Muszę tam wrócić. Zwiedziłam Luwr, oraz kilka innych wystaw. Zakochałam się w tym miejscu. Chcę nauczyć się mówić po francusku, bo to taki cudowny, melodyjny język, niczym balsam dla uszu.
Chyba znów czuję, że wszystko zaczyna się układać. Podróże, odkrywanie nowych rzeczy, sprawiają, że chce mi się żyć.
Co więcej, udało mi się sprzedać kolejny obraz. Zamierzam teraz więcej malować, gdyż po przekroczeniu 20 malarstw <nadających się>, będę mogła zorganizować własną wystawę.

Można mieć wszystko, ale bez celu w życiu jest tak, jakby nie miało się nic. Bo nadaje on sensu temu co posiadasz i temu, czego nie posiadasz.
Takie małe podsumowanie, jakie naszło mnie ostatnimi czasy.

W sobotę widzę się z Młodziakiem, oby okres do tego momentu mi minął <haha>.
Wiecie, do facetów podchodzę już tak, aby mieć z nich jakieś korzyści. W miłość prawdziwą, czystą, wierną; nie wierzę. Związki powstają na zasadach przywiązania i obopólnych korzyści. Jednak to moje zdanie, nie zamierzam nikogo na tę drogę sprowadzać, bo trzeba być na niej ostrożnym, aby jednak zostawić w sobie to ludzkie dobro i nie hańbić nadto własnego "ja", aby sumienie nie krzywdziło nas samych. Jak widać, wszyscy jesteśmy istnymi egoistami.
 

 
Zaczęłam czytać sporo książek, co prawda nie przepadam za jakimiś wymyślonymi historiami, raczej sięgam po reportaże, biografie, czy też poradniki. Muszę przyznać, że wkręciłam się, aż dziwi mnie ten fakt. Sęk w tym, że pozycje, które wybieram, często skłaniają do przemyśleń i filozofowania, przez co nie wpływa to koniecznie dobrze na mój stan psychiczny. Znów się zastanawiam, czy nie zwiększyć dawki Seronil'u (tak btw. to nie pamiętam, kiedy ostatni raz wymiotowałam!), jednakże wolę przeczekać do zimy, bo przypuszczam, że wtedy będzie to bardziej potrzebne.

Hm.. mój młodziak był u mnie w weekend, znów się kochaliśmy. Zaczynam mieć wrażenie, że relacja ta sprowadza się powoli głównie do seksu. Co prawda mamy iść teraz jakoś wspólnie do kina, ale czas pokaże.
Za to prawdopodobnie w czwartek jadę z moim starszym do Paryża <jednak nie nastawiam się na to w 100% (ani w 80%), bo już dawno zauważyłam, że on lubi dużo obiecywać, a mniej robić. Jeśli już tam dotrę, to mam nadzieję, że będzie fajnie, w końcu spędzimy kilka dni razem.

Na uczelni doszły całkiem ciekawe <jak dla mnie> przedmioty.. historia sztuki, filozofia, estetyka, fotografia.. aż chętnie jutro wstanę rano na wykład.

Jednak czuję, że znów nadchodzą dni, w których to nie potrafię, docenić tego, co mam, a smutek ponownie z niewiadomych przyczyn wkrada się. Próbuję z tym walczyć. Może za dużo wina..?
  • awatar Confus: Ja też staram się walczyć z tym jak bardzo nie doceniam tego co mam. Nie ważne ile wysiłku w to włożę zawsze przyjdzie taki wieczór gdzie wszystko jest mi obojętne.
  • awatar zjawisko dyfuzjii: Taka relacja też fajna `;D jakbys pojechala do Paryza to zazdroszcze <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ostatnio sporo się dzieje. Chaos można by powiedzieć.
Spotkałam się z pewnym chłopakiem w moim wieku, młody, ale bardziej ogarnięty niż większość poprzednich, których poznałam. Było to nasze 3-cie spotkanie. Pierwszy seks. Nieziemski, najlepszy jaki dotąd miałam, a partnerów seksualnych było wielu. Oczywiście nigdy żadnemu facetowi się do tego nie przyznam, bo pomyśli, że jestem łatwa, lub kurwa, ale ja po prostu lubię seks. Dla mnie to tylko czynność fizyczna, nie przywiązuję uczuć do niej.
Wracając do tego chłopaka; fajny, aczkolwiek mam przecież innego znacznie starszego, którego chcąc, nie chcąc pozbyć się nie mogę, bo mnie utrzymuje. Całe szczęście, że nie muszę znosić go na co dzień, tylko np 2x w ciągu miesiąca. Niezły interes.
Zobaczymy jak będzie dalej, a ja zaraz lecę myć okna w moim nowym mieszkanku.
See u soon
  • awatar zjawisko dyfuzjii: też się od dawna zastanawiam nad taką opcją, żeby mieć takiego starszego do utrzymywania XD 2x w ciagu miesiaca?? jak?? zazdro tez lubie takie rzeczy:p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Archy and Mehitabel

rozmawiałem z ćmą
wczoraj wieczorem
próbowała się wedrzeć
do żarówki
i usmażyć na żarniku

po co to robisz
spytałem ją
czy dlatego że tak robią
ćmy czy dlatego że
gdyby to był odkryty płomień
świecy byłabyś
już teraz drobiną popiołu
nie masz za grosz rozsądku

mam go wiele odparła
ale czasami męczy nas
jego używanie
nudzi nas rutyna
i pragniemy piękna
i podniety
ogień jest taki piękny
i choć wiemy że kiedy się zbliżymy
za bardzo zabije nas
jakie to ma znaczenie
lepiej być szczęśliwym
przez chwilę
i spłonąć w pięknie
niż żyć długo
i nudzić się przez cały czas
więc zwijamy nasze życie
w mały rulon
a potem je wystrzeliwujemy
po to jest życie
lepiej być częścią piękna
przez jedną chwilę a potem
przestać istnieć zamiast
istnieć wiecznie
i nigdy nie być częścią piękna
życie to
łatwo przyszło łatwo poszło
jesteśmy takie jak ludzie
byli kiedyś nim stali się
zbyt cywilizowani by się bawić

i nim zdążyłem przedyskutować z nią
jej filozofię
rzuciła się w ofierze
na płomień zapalniczki
nie zgadzam się z nią
osobiście wolałbym mieć o połowę mniej
szczęścia i dwa razy dłuższe
życie

ale równocześnie żałuję
że nie mam czegoś czego pragnąłbym
tak bardzo jak ona pragnęła się usmażyć
 

 
Zwiększyłam dawkę Seronil'u do 60mg, bo miałam coraz częstsze napady bulimii. Odkąd biorę więcej tabletek, nie pamiętam, kiedy nastąpił ostatni z nich.
Jest lepiej niż było; to na pewno, lecz ciężko mi aktualnie się wypowiedzieć na ten temat, bo leżę w łóżku przeziębiona, a co za tym idzie - brak humoru.

Przeprowadzam się na kawalerkę, w końcu będę mieszkać sama, a nie z kilkoma obcymi studentami. Nie jest mi to dane, by przebywać w otoczeniu tylu osób na co dzień. Zaraz rozpocznę kolejny rok studiów. Ciekawe jak to będzie, czy bardziej się otworzę. Nie wiem, czy to przez to przeziębienie, czy co, ale znów jakoś mi gorzej. Ostatnio było fajnie.

Wpis do dupy.
 

 
To mój 18-dzień na Seronil'u. W ciągu tego czasu miałam kompulsy dwa razy, po których sprowokowałam wymioty. Poza tym nie miałam kompulsów, staram się jeść racjonalnie, zdrowo. Nie pamiętam, kiedy wcześniej tak długo udało mi się wytrwać. Przed rozpoczęciem leczenia, potrafiłam zwracać po cztery razy w tygodniu. Nie umiałam jeść. Nie panowałam nad tym.
Nie uważam, że już się tego nauczyłam, ale pomalutku odzyskuję nadzieję, że nie wrócę znów do bulimii.
Zauważyłam, że ja nie wymiotuję, gdy mam po prostu ochotę na coś, tylko gdy się czymś denerwuję, gdy coś mi w życiu nie wychodzi, a ta uczta nawet nie sprawia mi przyjemności. Jem i w pewnym momencie nie czuję smaku.
Treningi dużo mi pomagają.
Dziś byłam na trampolinach z interwałami, a później na pilates'ie. Uwielbiam ćwiczyć do utraty tchu.

Zauważyłam również, że alkohol mnie wyprowadza z tego wewnętrznego spokoju, który staram się naprawić. Po procentach mam gorszy humor. Tylko ciężko jest nie ponieść się imprezie w weekend.. zwłaszcza, będąc studentem.

A co do facetów, to na razie mam ich dość. Nie przyjmuję żadnych zaproszeń na ponowne spotkania z poprzednimi, bo nie jestem na to gotowa. Gdy znów dojdę do siebie, nabiorę wewnętrznego spokoju i równowagi w życiu, to może dam sobie szansę na miłość. Aktualnie muszę obdarzyć nią tylko siebie.
  • awatar Bad Bunny: Twoja wypowiedź bardzo kontrastuje z tym, co napisałaś 14-go maja. Dobrze, że doszłaś do wniosku, że warto skupić się na sobie i swoich potrzebach. Nikt na świecie nie powinien być ważniejszy od Ciebie samej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
~ Będąc nastolatkami, mamy nierealistyczne marzenia o swojej przyszłości. Jesteśmy w niej gwiazdami rocka. Dorastające dziewczęta marzą o wampirze ze Zmierzchu. Nader wszystko nie chcemy przeciętności, bo przeciętność nas wkurwia. A później przestajemy pić mleko i zaczynamy pić wódkę.

~ Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy.


  • awatar Nesmireth: O tak, przestajemy pić mleko, zaczynamy wódkę. Dorosłość.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Znów nie widzę sensu. Ciężko. Jutro zwiększam dawkę Seronilu. Niech mi to pomoże, bo kurwa... czuję taką ogromną samotność. Nie ma nic gorszego od tego, przynajmniej dla mnie.
W weekend zabalowałam, dużo alkoholu, może przez to wrócił ten stan beznadziei.

Chciałabym w końcu mieć jakiegoś normalnego faceta. Większość, których spotykam, to pospolici ruchacze, albo po prostu nie podobają mi się. Brakuje mi miłości. Jestem jej spragniona. Boli mnie serce, ale nie chcę się wyłączać, jak zawsze to robiłam, bo wtedy popadałam w kompletną demoralizację, prawie nic nie miało dla mnie granic.
Tylko ciężko jest z otwartym sercem żyć. Bo ci co mają zamknięte, porządnie ranią.
Mam dosyć rozczarowań.
  • awatar zjawisko dyfuzjii: Podobnie mam z facetami, tylko ja niby jestem głodna tej miłości, chcę kogoś mieć a jak już coś jest na rzeczy to nie chce..
  • awatar Sylwia Lisiewicz15: moje znalezione zdjęcie,ale.. to nic. Zapraszam do mnie i zobacz mój autorski tekst do tej fotografii :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Od prawie tygodnia rzeczywiście staram się więcej robić w ciągu dnia, bardziej doceniać życie i korzystać z czasu, bo wcześniej potrafiłam przeleżeć w domu do wieczora, nawet na uczelnię nie szłam, bo nie widziałam sensu.
Na prawdę zależy mi, by wyjść na prostą.

Jednakże spotkałam się wczoraj z tym chłopakiem, z którym tak fajnie nam się rozmawiało, który tak mi się podobał. Niestety, tak jak sądziłam, należy on do grona ruchaczy pospolitych, którzy tylko czekają na łatwą panienkę.
Było idealnie do momentu, aż zaczął się do mnie dobierać. Odmówiłam.
Kiedyś bym tego nie zrobiła. Ale nie chcę być już tamtą dziewczyną. Nie chcę popadać w kompletną demoralizację, w której jeszcze jakiś miesiąc temu byłam.
Chyba pora przestać patrzeć na facetów spod rangi modeli, bo większość z nich jest taka jak wyżej opisany osobnik.

Dobrze, że mam jeszcze mojego s.daddy. Co prawda nie kocham go, ale darzę sentymentem. To człowiek, który pomógł mi najwięcej w życiu. Dobrze jest mieć tą świadomość, że ktoś się o ciebie troszczy, używa słowa "kochanie", że po prostu jesteś dla niego ważnym. Zwłaszcza, gdy brak bliskich, a głównie rodziców.


Na tym Seronilu rzeczywiście mam mniejszy apetyt.
Wczoraj i dziś zaczęłam płakać pierwszy raz odkąd pamiętam w ciągu całego tego roku. Wcześniej nie umiałam wyrzucić z siebie emocji. Teraz przyszło znacznie łatwiej. Katharsis jest potrzebne. Jeśli chcesz, to płacz. Pomaga
Poza tym mam mniejszy lęk społeczny, już nie przejmuję się tak bardzo tym, że inni na mnie patrzą na ulicy, ani ich zdaniem na mój temat.

~ NIKT NIE UMIE SŁUCHAĆ KOBIET TAK DOBRZE, JAK FACET, KTÓRY CHCE JĄ PRZELECIEĆ
zgadzam się w 100%







 

 
Byłam wczoraj na wizycie u psychiatry. Na prawdę zależy mi na poprawie jakości mojego życia, samopoczucia, wyleczeniu się z bulimii.
Od dzisiaj zaczęłam brać antydepresant Seronil. Powierzam w nim spore nadzieje, nawet jeśli miałby to być efekt placebo (wolałabym nie). Zobaczymy, co z tego wyniknie. Pragnę cieszyć się życiem jak niczego nieświadome dziecko, nieskażone brudem tego świata.
Chcę kochać, śmiać się, pasjonować, działać, żyć!

Ostatnio poznałam fajnego faceta, rozmawiamy często. Problem w tym, że ja już nie chcę przelotnych znajomości, a czegoś na dłużej, natomiast on nie wygląda na tego typu mężczyznę, a raczej na alvaro z gronem kobiet wokół.
Czas pokaże.


  • awatar Nesmireth: W seronilu jest fluoksetyna, więc to nie jest placebo, także mam nadzieję, że Ci pomoże i będziesz budziłasię rano z optymistycznym nastawieniem. Poza tym o tych leków się na szczęście nie tyje (jak u innych leków tego typu), a nawet chudnie także życzę Ci powodzenia :*
  • awatar zjawisko dyfuzjii: mam nadzieję, że Ci się uda wyjść z choroby.. super, że masz motywację - to najważniejsze :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Słone krople, bum
W końcu ulga,
a jednocześnie kamień.
Gdzie ten strumień,
te promienie,
Ty
 

 
Wiecie co?
Ja już nie chcę w taki sposób żyć. Ale w inny chyba nie umiem. Przestało mnie to życie cieszyć.
Jeden klocek domina przewrócił pozostałe.
Nie wiem, kiedy podniosę się na nogi. Na pewno sporo mi to zajmie. Teraz ciężko mi unieść się z łóżka
 

 
Nawet sobie nie wyobrażacie jak skomplikowane i dziwne mam życie. Dosłownie, bez ściemy i naciągania faktów.

Trochę podsumuję, co wydarzyło się podczas mojej nieobecności..
Ostatnio znów zaczęłam panować nad jedzeniem, nie prowokuję wymiotów już tak często jak kiedyś. Zapisałam się na siłownię, treningi są w tym bardzo pomocne, aby trzymać dyscyplinę w życiu.
Poza tym mój "facet" okazał się tak hojny, że sfinansuje mi aparat na górne i dolne zęby.
Znów zaczęłam malować, podoba mi się to co. Zauważyłam, że potrzebuję ciągłego natchnienia, ciągłej adrenaliny w moim życiu, aby tworzyć. Nie znoszę nudy, uwielbiam zmiany, wszystko co dzikie i ryzykowne.
Poza tym znalazłam sobie młodego mężczyznę do niezobowiązujących seksów. Muszę przyznać, że nie mogę doczekać się kolejnego spotkania.
Mój "facet" jest zbyt stary, nie robi tego na tyle dobrze, co młody ogier <haha>, oraz nie pociąga mnie tak.

Zastanawiam się tylko, czy jest rzecz w moim życiu, której nie byłabym w stanie zrobić..? Wszystko jest kwestią doświadczenia, im większe, tym na więcej cię stać.

Czasem myślę, że jestem nimfomanką. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się to prawdą.

Cytat "mocne głowy, zimne serca" ~ ostatnio idealnie do mnie pasuje.
I nie mam zamiaru wracać na tę chwilę do większego stopnia człowieczeństwa, ani większej ilości uczuć, a już nie wspomnę o sumieniu. Chyba zabiłoby mnie.




 

 
Mój "facet" się nie odzywa. Napisałam "facet", bo to skomplikowane.
W sumie to nawet go nie kocham, poczuję coś czasem po spotkaniu, ale nic wielkiego, poza tym nic nie czuję.
Pisząc to, tak myślę właśnie, że w swoim prawie 20-letnim życiu kochałam tylko jednego mężczyznę. Możliwe, że zraniło mnie to na tyle, że nie potrafię obdarzyć tym samym żadnego innego.



Może ja tak naprawdę wolę kobiety? Sama nie wiem, co wolę. Właściwie to płeć jest dla mnie bez znaczenia. Chcę tylko coś poczuć. Jakieś emocje, adrenalinę, cokolwiek. Ludzie są dla mnie tacy obojętni.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jestem w lekkim szoku, że udało mi się przypomnieć sobie login do tego konta.
Przeczytałam stare wpisy.
To zabawne, ale stało się tak, jak chciałam.. Wyprowadziłam się z domu do innego miasta, zaczęłam studia i w dodatku mam spore pieniądze, którymi właściwie mogę spełnić każdą swą zachciankę.
Sęk w tym, że z czasem człowiek przestaje doceniać to, co posiada. Zakupy nie sprawiają mi się przyjemności. Nowe buty, nowe spodnie, ani nowe kosmetyki.
Nawet nie mam z kim się tym wszystkim dzielić, nie mam z kim podróżować. Bo tak samej wylecieć np. do Egiptu..? Niezbyt kuszące, ani rozsądne.
Jednakże początkowe dni po przeprowadzce były cudowne, olśniewające, jakby ktoś kopnął mnie w dupę i krzyknął "Teraz żyj!". I żyłam. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo z biegiem czasu głupoty jakie wtedy popełniłam..wolę o nich nie pamiętać. Wiecie, to tak jak spuścisz psa ze smyczy, który całe swoje życie spędził przypięty do budy na podwórku. Oczywiście wyolbrzymiam to, bo wcześniej miałam sporo luzu.
Na czym to skończyłam..? Ach, tak! Z czasem ten zapał ucichnął.
Teraz 3/4 moich dni to nic nierobienie, leżenie do 13 popołudniu, koczowanie do 4 w nocy, lub dłużej.
Tak się dziś zastanawiam, gdzie mój cel? Gdzie go zgubiłam po drodze? Który to był zakręt, który nie pozwolił wybrać lepszej ścieżki? A może to on był tą najlepszą wśród wszystkich mi danych?
Na dzisiaj wystarczy.
Dobranoc
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ludzie błądzą, upadają przez brak zrozumienia własnych potrzeb, przez strach przed poznaniem siebie.
Bo kto uważa, że tego dokonał?
Że wie, czego tak naprawdę pożąda?
Chwała temu, co dotyka miłości.
 

 
Ściągam po trochu twardy pancerz,
szczerze boję się,
że otrę się o śmierć,
tak ciężko pozwolić wbić słabość,
kiedy inni patrzą.

Szczerze boję się,
że stalowe gmachy zniszczą mnie.

Tak ciężko odnaleźć dziecko.
 

 
Odnajduję już opanowanie psychiczne. Najlepiej pomagają ćwiczenia, dieta i medytacja. Boję się tylko, że w weekend po %, znów zacznę to tracić.

Ile ja bym dała, aby odnaleźć kogoś takiego, jak ja, kto zrozumie, kto będzie miał równie dziwne pytania do świata, jak ja.
Wiecie co mnie aktualnie boli..jedna rzecz, brak pieniędzy, aby ruszyć się stąd. Już chcę studia, wyjechać, zacząć nowy etap. To miasto, ci ludzie, ten brak postępu mnie duszą.

Teraz sobie mocno postanowiłam, że będę mieć ciało modelki, rasowej modelki.
 

 
Tyle pragnę, tak mało robię. To chyba mój odwieczny problem.
Nie wiem, jak nad sobą zapanować, ten niepokój wewnętrzny jest ciągle we mnie. Może wrócę do medytacji..?
Ciężko mi się skupić, obawiam się o swoją przyszłość, a jednocześnie niewiele czynię w jej kierunku.
Coraz częściej mam kompulsy i zwracam, a one nawet nie przynoszą mi przyjemności w czasie jedzenia. Czuję bardziej, jakbym siebie samą karała nimi.

Mnie jest tak ciężko złapać kontrolę psychiczną, że to chuj.. a utracić mogę w ciągu paru godzin.
Ciekawe, czy ktokolwiek rozumie to, co mam na myśli..?

Jezu, chcę już być po maturze, wyjechać i zacząć nowy etap, bo moje miasto, znajomi mnie przytłaczają.
Czuję się staro przy nich.

Btw. byłam ostatnio w Krakowie, to chyba najpiękniejsze miasto, jakie miałam okazję zobaczyć. Przynajmniej w centrum.
Ten klimat, klasa, elegancja. W dodatku ta jesień idealnie komponująca się z architekturą i duszą miasta.
 

 
Tak, to było tylko chwilowe zauroczenie <na całe szczęście>. Serio, to jest jeszcze dziecko..musiałabym dość mocno zniżać się do tego poziomu. Wolę starszych facetów, tak po 30stce. Chociaż czasem lubię poznać takiego młodszego, aby mieć natchnienie do tworzenia. Ludzie mi w tym pomagają, zwłaszcza ci odbiegający nieco od norm społecznych. Poza tym bardzo mnie ciekawią, uwielbiam poznawać nowych, aby później mieć wizje.

Ech, znów wpadam w ten wir myśli, brak wewnętrznego spokoju i harmonii. A wbrew pozorom uwielbiam harmonię, opanowanie, lepiej mi się żyje wtedy.

Ta jesień z jednej strony taka gorzka, nieciekawa, a z drugiej dająca do myślenia, przejawiająca piękno.
 

 
Pomińmy fakt tego, jak dawno mnie tu nie było.
Od ponad tygodnia nie mam apetytu, jestem trochę apetyczna. Jem niewiele, z czego akurat się cieszę.
Hm..jednak dziś nie chce mi się pisać na temat jedzenia.

Boli mnie serce trochę. Chyba się zauroczyłam. Nie miałam do tego dopuścić. Znaczy się.. mogłam, gdyby facet okazał się tego wart itd (sądziłam, że taki jest, ale się pomyliłam). Boję się takiej toksycznej relacji, bo już byłam w podobnej i cierpiałam nie raz, nie dwa..
Właśnie dlatego boję się zakochania, boję się miłości. Dla mnie jest to tak kurewsko niszczące uczucie, że z jednej strony chcę, a z drugiej uciekam.
I gdzie tu logika..? W tych sprawach logika nie istnieje.
Najlepiej będzie zakończyć zmajomość, póki to dopiero początek. Później bywa zdecydowanie gorzej.

Ja się nie dziwię, że ludzie umierają z miłości. Są to z jednej strony cudowne słowa, a z drugiej takie okropne.

Bardzo rzadko ktoś z charakteru przypadnie mi do gustu, ze sposobu bycia. Jednak gdy już tak się stanie, to potrafię oddać się cała.. i to moja fatalność.
 

 
Cholera, nie pozapisywałam bilansów z pięciu dni.. trzy z nich były zawalone, piłam, a jak piję to, potem jem niestety i te granice się rozrywają.
Muszę tu pisać, bo łatwiej mi trzymać dietę dzięki temu.

dzisiejszy:
cappuccino małe 80kcal
troszkę pesto 150kcal
kawa 80kcal
ryż z warzywami 200kcal
ryba 150kcal
= 660kcal
później jeszcze coś zjem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Chyba pustoszeję w środku. Nie czuję nic do nikogo, do żadnego faceta nie potrafię, odpycham. Skupiam się na sobie, własnych celach, nie pozwalam nikomu zniszczyć ich..a może powinnam wprowadzić do życia nieco bałaganu?
Rutyna mnie dopadła, czekam tylko na piątek. W sobotę się upiję, tak dawno tego nie robiłam, że będzie to mym własnym zbawieniem dla duszy, umysłu..

bilans wczorajszy: 1300kcal

dzisiejszy:
2x skibka chl.ciem 64x2=128
obkład 40kcal
cappuccino 150
kawa 60
płatki orkiszowe na mleku 200
1/2 jabłka 40
warzywa i 3 paluszki rybne 200
czekoladki na nieszczęście i szczęście 68x2+106=242
jogurt 150
= 1210kcal
 

 
Niedobrze, niedobrze.. znów tracę kontrolę.
Wczoraj i przedwczoraj napad + zwracanie. Nie miałam przyjemności z jedzenia, nawet nie chciałam jeść, to było z nerwów, aby odreagować, wypuścić emocje..
Dziś 1600kcal, masakra.
Jak nie panuję nad jedzeniem, to nie panuję nad życiem, nie umiem zebrać się do kupy, a moje sumienie wariuje! Czuję się okropnie, chce mi się ryczeć..

Jutro już koniec, pilnuję się.

Ech.. jak ja bardzo chciałabym ważyc 55kg, to aż 9kg więcej niż posiadam przy 176cm.
Nie wiem, nie wiem, za każdym razem co próbuję, nie wychodzi. Jak tego dokonać..głodzić się..?
Nie mam czasu na ćwiczenia, skupiam się na nauce, na przygotowaniach do asp, czasem zastanawiam się, czy znajdę czas, aby się wyspać. Jedząc ok.1200kcal i nie ćwicząc, chudnę bardzo powoli, a nie należę do ludzi, którzy potrafią długo czekać.
 

 
No i cudownie! Egzamin zaliczony pozytywnie. Pomogło mi nastawienie, że przecież ja potrafię jeździć i nie dam się na jakimś banale złapać i pozwolić im naciągnąć mnie na kolejne, niepotrzebnie wydane pieniądze.
Pomimo tego, czuję jakieś wewnętrzne zdenerwowanie, że niewiele dziś zrobiłam..bo właściwie oprócz zdania go, to nic innego nie dokonałam.
Chyba zaczęłam być dla siebie bardziej wymagająca, może bardziej ambitna, haha..
Tak, czy inaczej kolejny cel tegoroczny odhaczony. Kurczę, dużo mi ich zostało, a czasu niewiele. Muszę sobie o nich przypominać, bo inaczej z planów nici, nie wyrobię się w czasie, a wiem, że jeśli się zepnę, to dam radę.
Dobra, nie będę przynudzać. Podrzucę mega klimatyczną piosenkę, jak tylko ją usłyszałam, to wiedziałam, że to jest coś, co lubię. Puszczono ją podczas pokazu Gucci, który wyszedł równie nieziemsko <dosłownie>.
Ich stroje, to już nie są zwykłe ubrania, to tak jakby malować na płótnie, to emocje, doświadczenie życiowe. Poza tym, uwielbiam ich modeli/ki, nie są oni idealnymi pięknościami, za to mają "to coś" w sobie, coś, co nie każdy posiada.
Perfekcja bywa nudna po prostu, warto odłączać się od tłumu.



To tak w szczególności dla mnie, bilans:

2x ciastko francuskie z serem feta 400kcal
cappuccino 150kcal
cappuccino małe 100kcal
kasza kuskus z warzywami 300kcal
jogurt 180kcal
jabłko 80kcal
=1210kcal
 

 
Zacznę wpis dość nietypowo, bo na wstępie powiem, że w większej części jestem leniem. Rozmowa z przyjaciółką skłoniła mnie do napisania nieco na ten temat. Jako, że właśnie jadę pociągiem, nie mam nic do roboty, to zajrzałam tutaj.
Pamiętam czas m.in. wakacji,kiedy to nie miałam czym się zająć, czułam się beznadziejnie, bezużytecznie i depresyjnie. Zastanawiałam się jedynie nad tym, co dalej począć z własnym życiem, jak je zmienić, bo tamtejsze nie satysfakcjonowało mnie.
Odpowiedź jest prosta - znaleźć jakąś pasję, zainteresowanie, zajęcie. Człowiek bez celu w życiu, drogi do niego, może czuć się bezwartościowo, jak wysuszony pień drzewa, który czeka na trochę zbawiennego deszczu. Zapewne niektórzy wiedzą, o czym piszę.
Mnie się udało wyjść z tego własnego dołka, nie było łatwo, trochę to trwało, jednak aktualnie jestem zadowolona z swojego życia.. a wcześniej nawet nie sądziłabym, że kiedyś to powiem. Teraz dla mnie najważniejsze jest, aby codziennie znajdować sobie coś pożytecznego do zrobienia, aby nie był to czas zmarnowany na kanapie przed trudnymi sprawami i paczką chipsów [bo właśnie wtedy czuję się źle z faktem, że tak go spędziłam].

Tak poza tematem to jutro mam egzamin na prawko, denerwuję się, to już moje 3podejście..
Niech tym razem mi się uda, to będę mega szczęśliwa.

bilans wczorajszy 1250kcal (już nie będę pisać, co dokładnie jadłam, bo liczyłam kcal, ale nie pamiętam jedzenia]

dzisiejszy tak się zakończy:
6xskibka chleba ciem. 64x6=386kcal
obkład 150kcal
jogurt 160kcal
cappucino 150kcal
3xciastko 180kcal
jabłko 80kcal
kawa z mlekiem 60kcal

=1164kcal
 

 
Na krótko, na szybko, bo idę spać..

bilans:
2x naleśnik ze szpinakiem 500kcal
2x ciastko 200kcal
cappucino 150kcal
4x skibka chleba 250kcal
obkład 60kcal
jabłko 80kcal
= 1240kcal

M. mój ideał
 

 



Coraz ciężej jest mi się powstrzymywać. Z jednej strony nie chcę już tego robić, wiem, że to niezdrowe itd., a z drugiej to takie moje lekarstwo na wypuszczenie emocji z siebie, to już nie sama kwestia chudnięcia.



1. Dzisiejszy bilans:

3x naleśnik ze szpinakiem: 3x250kcal = 750kcal
2xskibka chleba ciem.: 64x2 = 128kcal
obkład: 70kcal
cappucino: 150kcal
ciastko: 97kcal
= 1195kcal

miałam poćwiczyć, ale mam ostatnio tyle nauki, że postanowiłam postawić na nią jako priorytet.
 

 
Znów tu się pojawiłam, głównie ze względu na chęć zrzucenia słoniny i zaciągnięcia, oraz podrzucenia nieco inspiracji/motywacji.
Ciekawe jak to wszystko tym razem się potoczy.




uwielbiam przeglądać kampanie modowe, te w "starszych" klimatach..lata 70 itd., dobrze będzie mieć je w jednym miejscu.